powrót do mapki  
Wspólnota Posadówek
 

 

 

Naszym podstawowym zamierzeniem jest wszechstronne wyjście na zewnątrz, do społeczności lokalnej. Chcemy znaleźć ludzi, którzy by nas ukierunkowywali w naszej dalszej działalności, a też chcieli by zainwestować w nasz folwark.

Dom Wspólnoty Barka w Posadówku jest folwarkiem, z zabudowaniami wymagającymi modernizacji i remontu. W planach mamy uruchomienie pieczarkarni oraz chodowli ryb. Mamy ku temu warunki, gdyż posiadamy staw, który trzeba jednak oczyścić i pogłębić.

Chcielibyśmy także założyć małe ZOO, które mogły by odwiedzać dzieci z okolicy. Pomimo, iż od planów do realizacji jest bardzo daleka droga, to jednak wierzymy mocno w to, że znajdą się ludzie spoza Barki, którzy wraz z nami stworzą z Posadówka piekny, tętniacy życiem folwark.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

adres:                                          

Posadówek

64-310 Lwówek Wlkp

tel: 0 608 529 364

 

 

Andrzej

Nazywam się Andrzej Wiater mam 38 lat, jestem osobą odpowiedzialną  za Dom Wspólnoty Barka w Posadówku. Przed przyjściem do Barki byłem osobą wielokrotnie karaną, odsiadującą wyroki skazujące, nie posiadałem stałego miejsca zamieszkania, nie pracowałem, wiodłem życie „niebieskiego ptaka”. Moja sytuacja życiowa stała się bardzo ciężka, spałem na dworcu, w kanałach, zdarzyło się też tak, że byłem głodny. Mając takie doświadczenia życiowe, nadszedł dzień, że postanowiłem coś zmienić w moim życiu. Poprzez kolegów dowiedziałem się o Fundacji Barka. Z wielkim postanowieniem zmiany swojego życia, usiadłem pełen niepokoju w pociąg i pojechałem do Poznania, zostawiając za sobą całe swoje przeszłe życie. Będąc w Poznaniu w dzień przyjazdu trafiłem do Barki na Zawadach, po zapoznaniu się z regulaminem, zostałem przyjęty, otrzymałem posiłek i miejsce do spania, a to było dla mnie najważniejsze. Był dzień 13 grudnia, i jest to jak to dzisiaj ważna  data dla mnie i dla mojej rodziny. W Barce w Poznaniu etapami przechodziłem edukację barkowicza, pracowałem w dziale budowlanym, dziale gospodarczym, ze względu, że spisywałem się dobrze zostałem magazynierem. Poprzez fakt, że byłem osobą odpowiedzialną po sześciu miesiącach zostałem jedną z osób dyżurnych socjalnych na hostelu przy ul. Darzyborskiej. W międzyczasie poznałem swoją przyszłą żonę i po półrocznej znajomości zawarliśmy związek małżeński, zacząłem nowe życie i poszedłem do przodu, bo jak napisałem na początku nigdy już postanowiłem nie wrócę do starego trybu życia. Konsekwencja tego, że z dyżurnego socjalnego na hostelu wywiązywałem się dobrze, oraz że zawarłem związek małżeński 23.08.2000r. Przyjechałem do Posadówka jako osoba odpowiedzialna za dom i znów rozpoczynałem nowy etap w moim życiu. Dom ten powstał w roku 1996 i do dnia dzisiejszego jest i będzie tworzony i udoskonalony, jednak od roku 2000 zaszły w nim radykalne zmiany. Jedną z ważniejszych zmian jest fakt, że od roku 2000 szesnaście osób mieszka niezmiennie, choć jak w każdym domu raz jest lepiej a raz gorzej. Na początku musieliśmy sobie, jak w jednej dużej rodzinie dużo wytłumaczyć i ustalić co zrobić aby żyło nam się lepiej i tak krok po kroku staramy się to realizować. Głównym celem jest poprawa warunków socjalnych i w tej dziedzinie mamy duże osiągnięcia, odnowiliśmy już część pokojów mieszkalnych i nadal będziemy dążyć do odnowienia pozostałej reszty.

 Wyremontowaliśmy sanitariaty, stołówkę, dach w jednym budynku mieszkalnym oraz kuchnie. Trzeba nadmienić, że w naszym domu mieszka 19 osób dorosłych i pięcioro dzieci. Wszystkie wymienione remonty robimy swoimi środkami przy miesięcznym średnim dochodzie 3500 tys. zł. Część dochodu jest stała – są to wpłaty z rent i emerytur, a część dochodu wypracowujemy sami np. sezonowe zrywanie wiśni, czereśni, zbierani grzybów, zbieranie kamieni na polu u gospodarzy, prace w lesie. W naszym domu jest dziewięć pokoi, cztery łazienki, powierzchnia mieszkalna wynosi 120 m2 a w użytkowa 300 m2. następnie mocno wzięliśmy się za zagospodarowanie ziemi i hodowlę świń, i w tych dziedzinach mamy osiągnięcia. Ziemia którą uprawiamy ręcznie daje nam warzywa, które nam wystarczają, a czego mamy więcej dzielimy na inne domy wspólnoty Barka. Trzymamy średnio dwie maciory i 20 prosiąt, ale w planach mamy powiększenie tej hodowli jak również odnowienie zabudowania gospodarczego. Nasz dom a w szczególności ludzie w nim mieszkający zdają sobie sprawę, że trzeba myśleć bardziej przyszłościowo, ponieważ sytuacja gospodarcza i bytowa zmienia się w Polsce i na świecie bardzo szybko. Prowadzimy przy wspólnym stole szereg rozmów, mamy w planach założenie stowarzyszenia i spółdzielni z myślą nie tylko o nas ale także o ludziach spoza Barki, którzy mają dom ale są bezrobotni i są w trudnych sytuacjach życiowych. Chcemy iść za myślą, że kiedyś ktoś nam podał rękę i pomógł, teraz my możemy komuś pomóc. W planach mamy założenie telefonu stacjonarnego, oraz podłączenia się do internetu, lecz przede wszystkim chcemy jeszcze bardziej wyjść do ludzi z poza Barki, aby nie zamykać się w swoim gronie.       Można by było dużo pisać o naszym domu, ale aby odczuć jego atmosferę trzeba tu przyjechać, poznać ludzi w nim mieszkających bo to oni oddają szczególną atmosferę. Co do swojej osoby jako odpowiedzialnej za nasz dom pozostawiam ocenę Zarządowi Barki. Bo chwalić siebie samego i zbierać laury jest bardzo łatwo, ale przecież nie o to w tym wszystkim chodzi.

   

 

 
   
 

Mariusz  lat 36

W Barce jestem od 17 miesięcy. Pierwszy raz o Fundacji dowiedziałem się odsiadując wyrok więzienia (5 lat). Prowadząc życie niezgodne z prawem, życie bandyty i lekkoducha, dostałem się po raz drugi do więzienia, gdzie łącznie odsiedziałem 10 lat.  Poprzez mój tryb życia rozpadło się moje małżeństwo, które trwało 3 lata i 6 miesięcy. Straciłem także mieszkanie, i co dla mnie jest najważniejsze, zaufanie moich rodziców i całej rodziny. Będąc w więzieniu stałem się osoba bezdomną, bez żadnych perspektyw na dalsze życie. Byłem człowiekiem znajdującym się na przysłowiowym dnie.  W zakładzie karnym poznałem księdza Józefa, który prowadzi dom Barki w Strzelcach Oplolskich. To dzięki niemu dowiedziałem się, co to jest Barka, jaki ma status i postanowiłem, że i ja spróbuję.  Jak już pisałem jestem w Barce 17 miesięcy. Za największy mój sukces uważam fakt, że już 17 miesięcy jestem na wolności, żyje jak człowiek, lecz przede wszystkim żyję zgodnie z prawem. Mam dach nad głową oraz codziennie mogę zjeść normalne trzy posiłki, przy stole, wśród normalnych ludzi. Jak chyba każdy w Barce, tak i ja mam plany i marzenia związane z moim nowym domem. Jednym z najważniejszych marzeń jest praca dla mnie i dla moich braci z domu. Praca dla nas oznacza pewną niezależność oraz poprawę warunków socjalnych. Praca pomogła by nam wszystkim zacząć realnie myśleć o przyszłości.

 

Irena lat 58 wraz z Rodziną

 

Jestem wraz z rodziną (mąż i dwóch synów) 2 lata i 6 miesięcy w Fundacji Barka. Powodem mojego przybycia do Barki była eksmisja z mieszkania, w którym mieszkałam wraz z rodziną 30 lat. Osobiście była to dla mnie tragedia życiowa, tród mój i mojego męża poszedł z dnia na dzień na marne. Obowiązujące wówczas prawo było krzywdzące – eksmisja bez lokalu zastępczego. Powodem eksmisji było niepłacenie czynszu, ale z czego go zapłacić, skoro jedynym źródłem naszego dochodu była renta mojego męża. Mieszkałam na wiosce, gdzie o pracy można było zapomnieć, choć synowie wielokrotnie się o nią starali. W dniu eksmisji z pomocą przyszła nam Pani kierownik Opieki Społecznej w Dopiewie. To od niej usłyszałam pierwszy raz o Fundacji Barka. Zapadła natychmiastowa decyzja – jedziemy.  Na pewno strach i obawa targały mną i moją rodziną, ale cóż mieliśmy począć, trzeba było zaryzykować. Początki były bardzo trudne. Posadówek to mały folwark i nic nie było tu poukładane. Ale jak to się zwykło mawiać „w grupie siła”, i z biegiem dni, miesięcy, lat, zaszły w naszym domu radykalne zmiany. Dzięki naszej ciężkiej pracy poprawiły się warunki socjalne i bytowe oraz zmienił się tok myślenia – to jest nasz dom, a w domu musi być jak najlepiej. Na pewno borykamy się z trudnościami dnia codziennego, brak pracy, która dała by nam małą niezależność jest podstawowym naszym problemem. Jak każdy człowiek, tak i ja mam swoje marzenia. Jednym z nich i chyba najważniejszym jest usamodzielnienie się i założenie własnej rodziny przez moich dwóch dorosłych synów. Marzę, aby oboje mieli stałą pracę, która pomogła by rozwiązać niejeden problem.  W myśl powiedzenia, że starych drzew się nie przesadza, ja z mężem już tu chciała bym zostać, ale dzieci są jeszcze w wieku, gdzie całe życie przed nimi.

   

powrót na górę strony