powrót do mapki  
Wspólnoty Doryszów i Kaczorownia

Stowarzyszenie Pomocy Wzajemnej „BARKA”

Strzelce Opolskie

Strzelce Opolskie

ul Krakowska 16

tel 077-4638377

 

 

W maju 2002 r. w Strzelcach Opolskich zarejestrowane zostało Stowarzyszenie Pomocy Wzajemnej “Barka”, które jest kontynuacją dorobku i działalności poznańskiej Fundacji.

W najbliższym czasie nasze wysiłki i działania skupiać się będą na realizacji najpoważniejszego zadania przyjętego do realizacji, mianowicie wprowadzenia w życie zapisów Ustawy o zatrudnieniu socjalnym. W odpowiedzi na nasz apel Zarząd Gminy Strzelce Opolskie oraz spółka komunalna wskazały i zaproponowały do przejęcia dwa obiekty mogące, po niewielkich modernizacjach służyć jako Centra Integracji Społecznej. Prowadząc dalej pracę zmierzającą do realizacji zapisów Ustawy na terenie naszej gminy – Stowarzyszenie jako jedna z 16 organizacji z całego kraju zostało wskazane w uzasadnieniu do Ustawy jako organizacja mogąca podołać zadaniu organizacji CIS-u

 

 

 

 

 

 

adresy:

 

Wspólnota                                        

ul Toszecka 32

47-134 Doryszów

tel: /0 77/ 803 62 00

mail: barkastrzelce@interia.pl     

 

 

Wspólnota

Kaczorownia/Warmątowice

ul. Olszowska 17

47-134 Błotnica Strzelecka

tel: /0 77/ 463 75 62

 

Nazywam się Stanisław Jaroniewski. Mam 36 lat.

Moje życie było niełatwe. W rodzinie było nas sporo, to znaczy 9. Ojciec z matką nie dawali sobie z nami rady a po drugie nie było warunków do życia. Zostałem zabrany wraz z braćmi do domu dziecka. Siostra została oddana przez ojca do innej rodziny. I tak zaczęło się moje dzieciństwo. W domu dziecka byłem 11 lat, do skończenia 18. Mój ostatni dom dziecka był w Bytomiu. Wyszedłem w roku 1986, potem poszedłem na swoje i tak zaczęło się paskudnie, że w październiku poszedłem do kryminału. I tak było cztery razy. Co wyszedłem to zaraz się dostawałem z powrotem. Ostatni wyrok odsiadywałem w Strzelcach Opolskich, gdzie spotkałem wspaniałego kapelana więziennego księdza Józefa, który podał mi pomocną dłoń. Jak wychodziłem na wolność dał mi adres Barki i powiedział, że jak nie dam sobie rady w Bytomiu, to żebym przyjechał zaraz na tą Barkę co też zrobiłem. Pojechałem tylko do Bytomia zgłosić kuratorce gdzie będę mieszkał tymczasowo. Powiedziała mi, że moje papiery prześle do Strzelec Opolskich. To ja zaraz pojechałem do tej Barki na Doryszowie i mieszkałem na niej półtora roku dopóki coś mi nie strzeliło do głowy i poszedłem wypić piwo. Na Barce się dowiedzieli i musiałem ją opuścić. Pojechałem na Poznań, gdzie półtora roku mieszkałem na dworcu. Potem sobie powiedziałem dość picia tych nalewek i pojechałem z powrotem w Opolskie gdzie poszedłem na odwyk gdzie się leczyłem 6 tygodni. Wyszłem z odwyku i pojechałem na Barkę w Kaczorowni do księdza. Powiedziałem, że jestem po leczeniu a ksiądz powiedział z uśmiechem, że mogę zostać. Podziękowałem mu i jestem do teraz. Bardzo się z tego cieszę, że jestem już cztery lata na wolności i że nie piję już rok i cztery miesiące. To jest wszystko co mogłem o sobie napisać.

Stanisław Jaroniewski

 

kaplica wybudowana w Doryszewie przez mieszkańców Wspólnoty

 

Janusz, 43 lata

 

Urodziłem się i wychowałem na Żuławach. Pochodzę z małej pegeerowskiej wioski z której jak większość młodych chciałem wyjechać. Gdy tylko skończyłem szkołę podstawową, poszedłem uczyć się do Gdańska, jednak tam już pokazało się, że nie należę do tych spokojnych. Wyrzucili mnie z jednej szkoły, z drugiej też. W końcu wylądowałem w OHP, tam nauczyłem zawodu i jednocześnie zaliczyłem służbę wojskową. Tak też jednak wszedłem między ludzi, dla których prawo nic nie znaczyło, ale jeszcze wtedy były to jeszcze popisy małolatów, gdzie nie tyle chodziło o zrobienie czegoś złego, co zaimponowanie kolegom.

Po skończeniu hufca wyjechałem do pracy na kopalnię, nie popracowałem długo, w grudniu 1980 roku wyleciałem z pracy i zacząłem pracę na kolei. Tam poznałem moją żonę, wzięliśmy ślub. Były to najlepsze, najszczęśliwsze lata mojego życia, chociaż nie mieliśmy dużo, mieszkaliśmy w małym pokoiku na poddaszu, to jednak było nam dobrze. Zmieniłem pracę, zacząłem więcej zarabiać, w międzyczasie zrobiłem dyplom mistrza w zawodzie. Zostałem w pracy brygadzistą, ale razem z poprawą warunków finansowych i mieszkaniowych, coraz bardziej zaczęło psuć się między nami, mieliśmy sobie coraz mniej do powiedzenia, coraz częściej dochodziło do kłótni, cichych dni.

Zacząłem uciekać w pracę, spotkania, wypady z kolegami, alkohol. W końcu przyszły efekty – wyrok. Po wyjściu wróciłem do żony, Wydawało nam się, że pomimo wszystkiego, jednak wszystko się ułoży. Urodziła się córka Agnieszka, ale po jakimś czasie „natura ciągnie wilka do lasu”. Coraz częściej zaczęli pojawiać się koledzy, alkohol, awantury w domu, ucieczki od problemów domowych a wplątywanie się w problemy z prawem. Efekt – znowu wyrok, rozpad rodziny. Po wyjściu nie ma do czego wracać, coraz mniej tych dobrych znajomych, zostają koledzy z więzienia, no a z nimi... droga tylko jedna.

W końcu jednak trzeba się opamiętać, przyszedł czas w czasie kolejnego wyroku, kiedy ma się dużo czasu. Przyszło pytanie „co ty właściwie w życiu osiągnąłeś?”. Rachunek wypadł smutno. Zerwane kontakty z rodziną, spalone mosty za sobą, nie mam nic, nie mam gdzie iść, połowa życia za sobą i to ta lepsza połowa, kiedy powinienem i mogłem coś osiągnąć, ja wtedy wszystko niszczyłem.

Jednak łatwiej powiedzieć niż zrobić. Okazało się, że znalezienie pracy nie jest takie łatwe, zacząłem tułać się po schroniskach, noclegowniach. Były i noce na klatkach schodowych, dworcach kolejowych. W końcu trafiłem do Barki. Tu nikt mnie nie pytał o przeszłość, kim byłem, co robiłem. Posadzili mnie przy stole, pokazali, gdzie mam spać. Zapytali jedynie co umiem robić, kim jestem z zawodu. Z początku było to dla mnie trochę zbyt dziwne, teraz już wiem, że tutaj nikt nie ocenia mnie za to kim byłem kiedyś, ale za to jak postępuję teraz. Wiem, że mam jeszcze możliwość zrobienia czegoś dobrego, poznać nowych kolegów i być może ponowne pogodzenie się z rodziną.

   
 
   

powrót na górę strony