powrót do mapki  
Wspólnota Chudopczyce

>>> spółdzielnia socjalna (również projekt dla ludzi i środowiska)

>>> programy socjalno edukacyjne (polskie i zagraniczne)

>>> nowe projekty realizowane w Chudopczycach

 


wyremontowane bloki wspólnoty w Chudopczycach

 

 

 

 

 

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

adres:                                          

Chudopczyce 17

64-423 Lubosz

tel: /0 61/ 29 11 281

               29 11 741

mail: chudopczyce@barka.org.pl                   

 

 

Ryszard

Na pewno w największym stopniu to alkohol przyczynił się do moich problemów życiowych, do tego że doszło do rozwodu i eksmisji. Cały czas myślałem, że alkohol pomaga mi w rozwiązywaniu moich problemów, nie zdawałem sobie sprawy, że coraz bardziej staczam się w dół. Alkohol w moim życiu doprowadził do tego, że zatraciłem wszystkie uczucia, stałem się niczym zwierz bez żadnego poczucia wstydu, żalu czy miłości, bez żadnych uczuć. W 1996 roku po naleganiach mojej siostry, u której mieszkałem, zgłosiłem się  na leczenie odwykowe w Ciborzu. Jechałem tam nie jako alkoholik, ale robiłem to dla mojej siostry, a nie dla siebie. Tam poznałem grupę wspaniałych ludzi, też alkoholików, z którymi miałem zajęcia i dzięki nim odkryłem, bogactwa we mnie drzemiące, które powinienem wynieść na zewnątrz i żyć z nimi na co dzień. Przede wszystkim dotarło do mnie, że jestem alkoholikiem i to co robię ze sobą to nie dla mojej siostry, tylko dla samego siebie, bo skoro nie pomogę sobie to na pewno nie pomogę innym. Po leczeniu nie piłem 2 lata. Gdy już mi się wydawało, że jest dobrze, że w pewnym stopniu udało mi się podnieść, zapomniałem na chwilę kim jestem i za to zapłaciłem czteromiesięcznym zapiciem. Wpadłem w większy dołek niż na początku. Były także próby samobójcze. Teraz jestem świadomy tego, że Bóg dał mi jeszcze jedna szansę. Gdy udałem się na policją, aby zgłosić zaginięcie dokumentów, okazało się, że jestem ścigany listem gończym, bo nie stawiłem się na rozprawę sądową, o której nic nie wiedziałem. Zostałem aresztowany. W  zakładzie karnym poznałem wspaniałą panią kurator, która pomogła mi dostać się do Barki, do Chudopczyc. W tym miejscu odnalazłem się, a przede wszystkim nawiązałem kontakty z moimi dziećmi, z którymi nie widziałem się od 4 lat. Jedna z córek przez rok mieszkała ze mną. Zajmuję się pracą w gospodarstwie, uprawą roli, warsztatami.  Wiara i nadzieja motywują mnie do solidnej pracy, wierzę, że to jest ostoja ma moje dalsze, lepsze życie.

 

Marek

Na imię mam Marek. Mam 50 lat. W Barce jestem od 1998 roku. Jestem kawalerem. Mieszkanie straciłem przez swoje lekkomyślne życie. Od 25 lat jestem nałogowym alkoholikiem i przez ten cały czas wódka była dla mnie najważniejsza. Praca i takie prawdziwe życie schodziło na dalszy plan.  Nie miałem za co opłacać mieszkania, bo nie pracowałem  i w związku z tym zostałem eksmitowany i znalazłem się na bruku. Na szczęście znalazła się życzliwa mi osoba, mój kolega, taki sam alkoholik jak ja, tylko on już nie pił od kilku lat. To on wyciągnął mnie z tego dna, załatwił mi kolejne już w moim życiu leczenie odwykowe. Gdy ja byłem na leczeniu on poszukał dla mnie miejsca w Barce. I tak znalazłem się w Chudobczycach, 50 km od Poznania. Przebywam tu już 5 lat. Początek był dla mnie bardzo trudny. Nie mogłem się  przystosować do życia na wsi, do nowego otoczenia i jakiegoś tam regulaminu. Z czasem jednak przyzwyczaiłem się do wszystkiego. Spotkałem tu takich samych ludzi jak ja, alkoholików, ludzi po więzieniach itp. Było ciężko, ale własnymi siłami  wyremontowaliśmy bloki, oczyściliśmy teren i teraz mieszkamy jak ludzie, jak jedna rodzina. Mam się gdzie umyć, wyspać, w co się ubrać i jestem traktowany jak normalny człowiek. Teraz dopiero od 5 lat pracuję uczciwie i staram się być wartościowym człowiekiem. Wiem już, że takie  życie mi pozostało, bo w moim wieku nie mam już szans na swoje mieszkanie i znalezienie pracy. Doszedłem do wniosku, że moje dalsze życie wiążę z pobytem w Barce. Barka uratowała mi życie, nie jestem sam. Dzięki temu, że jestem w Barce odzyskałem przede wszystkim rodzinę. Nawiązałem kontakt z mamą, z którą spotkałem się po 6 latach niewidzenia się na Wigilii w 1999 roku organizowanej przez Barkę. Odzyskałem ponownie zaufanie  mojej najbliższej rodziny. Teraz mama odwiedza mnie w Chudobczycach od czasu do czasu i ja ją też. Dzięki Barce zwiedziłem trochę świata, byłem we Włoszech u Papieża, we Francji. Były to moje pierwsze w życiu wyjazdy za granicę. Jestem bardzo szczęśliwy że trafiłem do Barki, a nie skończyłem gdzieś na dworcu, na melinach, a przede wszystkim z tego, że jestem od 5 lat trzeźwy. Z tego powodu najszczęśliwszą osoba jest chyba moja mama. Jest wreszcie spokojna, wie, że żyję, że jestem trzeźwy, bo przez tamte dawne lata widziała mnie tylko pijanego.

Jestem bardzo wdzięczny wszystkim ludziom takim jak Basia  i Tomek Sadowscy, którzy zrezygnowali ze swojego życia prywatnego i postanowili założyć Fundację Barka.

Ja ze swojej strony za wszystko dziękuję, za to co  mnie  spotyka w Barce. Buduję i pracuję nie tylko dla siebie, ale również dla innych, którzy tutaj przychodzą.  

   

Romuald

Mam na imię Romuald. Mam 37 lat. Do Barki trafiłem w lipcu 1998 roku razem z żoną i synem. Powodem był alkoholizm. Alkoholikiem jestem od 16 lat. Nie było nas stać z powodu mojego picia na opłacenie mieszkania. Aby skończyć z piciem, musiałem zmienić środowisko. Po przyjeździe do Chudobczyc zastaliśmy tutaj dwa mieszkalne bloki w stanie surowym oraz zdewastowany dworek. Na początku pracowałem jako hydraulik i pomagałem w prowadzeniu szkółki starych odmian drzew owocowych. Obecnie także pracuje jako hydraulik,  konserwator, prowadzę sad (żona wychowuje córkę, która urodziła się we wrześniu 2002 roku, starszy syn uczęszcza do Szkoły Podstawowej). 

Od AWRSP przejęliśmy w dzierżawę  gospodarstwo rolne. Teraz mamy już się czym pochwalić, bloki są odremontowane, dworek również. Przyjeżdżają do nas różne grupy ze Wschodu i Zachodu. Prowadzimy różnego rodzaju szkolenia, kursy. Co roku odbywają się obozy międzynarodowe młodzieży. Prowadzona jest także terapia alkoholowa dla osób uzależnionych. Myślę że będziemy dalej się rozwijać i za rok będziemy mogli się pochwalić kolejnymi osiągnięciami.    

T

Kiedy miałem 12 lat matka odeszła od ojca, dzieląc „majątek” - tzn. mnie i mojego brata. Brata matka wzięła ze sobą, mnie zostawiła z ojcem alkoholikiem. Ojciec dom zamienił w melinę, jego koledzy zaczęli schodzić się na libacje alkoholowe, którym nie było końca. Nikt z rodziny ojca nie wierzył, że ma on problem z alkoholem. Ciągle tylko mieli pretensje do mnie, że nie ma mnie w domu albo że wpuściłem jego kolegów lub że poszedłem po alkohol do sklepu, po denaturat do drogerii. Nikt nawet nie próbował zrozumieć, że miałem dopiero 12 lat i że gdybym tego nie zrobił, to po prostu bym oberwał. Po roku ojciec zapił się na śmierć. Zostałem sam, wpadłem w towarzystwo starszych kolegów, którzy nauczyli mnie kraść, robiłem z nimi włamania, dzięki temu zaakceptowali mnie,  teraz miałem „przyjaciół”.  W końcu trafiłem do Zakładu Poprawczego, z którego uciekałem i dokonywałem kolejnych przestępstw. Przenoszono mnie z zakładu do zakładu, nigdzie nie mogli sobie ze mną poradzić, określano mnie mianem tzw. „porażki pedagogicznej”.

Kiedy miałem 20 lat osadzono mnie kolejny raz w Zakładzie Poprawczym o wzmożonym  nadzorze wychowawczym. Tutaj praca pedagogów ze mną pomogła mi na tyle, że zacząłem inaczej patrzeć na świat i moje życie. Zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, co robię i zrobiłem, że zmarnowałem tyle lat za kratami poprawczaków. Nie chciałem już dłużej żyć w ten sposób. Wiedziałem, że jak wrócę do swojej miejscowości, to skończy się to dla mnie źle, tzn. wrócę do dawnego towarzystwa, kradzieży i włamań. Poprosiłem psychologa, który się mną zajmował, żeby pomógł mi jakoś rozwiązać tą sytuację, bo ja nie miałem pomysłu na to co dalej zrobić ze swoją przyszłością, wiedziałem tylko że nie chcę być przestępcą!

 W 1999 roku przywieziono mnie do Regionalnego Ośrodka Socjalno-Edukacyjnego Fundacji Barka w Chudobczycach. Skończyłem właśnie 21 lat. Po pewnym czasie zapracowałem sobie na zaufanie innych mieszkańców. Stopniowo zacząłem weryfikować swój dotychczasowy system wartości. Współżycie z innymi ludźmi w miejscu otwartym na ludzi z zewnątrz np. wolontariuszy z zagranicy, mieszkańców pobliskich wsi i miasteczek nauczył mnie funkcjonowania w grupie i społeczeństwie. Od pierwszej chwili kiedy tylko znalazłem się w Barce doświadczyłem życzliwego zainteresowania moim losem. Zaszła we mnie radykalna zmiana i wiem czuję to, że te zmiany maja charakter trwały i pomogą mi dalej zorganizować sobie życie, chociaż na razie potrzebuję jeszcze pomocy, to wierzę, że w końcu stanę na własne nogi.

 

   

>>programy socjalno-edukacyjne

>>spółdzielnia socjalna

 

powrót na górę strony